Poznaj nas

· Tygodnik Salwatorski

Idź do:
· Strona Główna
· NOWY NUMER
· Info: Swiat. Polska
· Info: W Krakowie
· Ogłoszenia
· Galeria
· Archiwum

Główne Menu
· Administracja

Moduły
· Polecane - linki
· Forum
· Sonda
· Statystyka
· Księga gości
· Szukaj
· Pliki do pobrania
· Rekomenduj nas
· Dodaj artykuł
· Kategorie artykułów
· Tematy
· Napisz do nas

Humor
· He, he, he - Humor :))) - ponad 1200 dowcipów i 700 wesołych zdań !!

Czytelnia
· Listy pasterskie
· Pisma Papieży
· Sentencje
· Rachunki sumienia i spowiedź
· Modlitewnik


Kto jest online?
Mamy 29 gości i 0 użytkowników online

Witam Nieznajomy, zostań użytkownikim już dziś.



Dlaczego zginął ks. Machay Wyślij artykuł do znajomych Strona gotowa do druku  Numer: 23/807 z 6 czerwca/2010
807: Bóg i Kościół: Pochowani na Salwatorze

Ludzie  W niedzielę 4 czerwca 1940 roku wyznaczonych przez Sojkę więźniów umieszczono w innej celi. Na rękę założono im czarną opaskę. Nie otrzymali już zupy lecz tylko wodę.
 W poniedziałek 5 czerwca 1940 roku, o godzinie czwartej nad ranem, z więziennej celi prowizorycznego obozu koncentracyjnego w Wiśniczu-Leksandrowej wyprowadzono pierwszych pięciu więźniów, potem następnych pięciu. Odgłosy otwieranej bramy zwróciły uwagę więźniarki.

Dlaczego zginął ksiądz Ferdynand Machay młodszy?

 5 czerwca minęła 70. rocznica śmierci ks.Ferdynanda Machaya młodszego, który pochowany jest na naszym salwatorskim cmentarzu.

Nie tylko świadkowie

 Od 23 grudnia 1939 roku, kiedy do Nowego Wiśnicza przybył pierwszy transport 100 więźniów, stan ciągle się powiększał. 3 lutego 1940 roku przywieziono kolejne 80 osób, 15 marca następnych 150 więźniów. 15 maja przywieziono inżynierów z Mościc koło Tarnowa, 20 maja przywieziono z Krakowa ks. Ferdynanda Machaya, a na początku czerwca dowieziono kilkadziesiąt osób z Sanoka, Nowego Sącza i Tarnowa. Łącznie stan więźniów wynosił około 1080 osób. Część więźniów zorganizowana była w komanda lub kolumny robocze po 30-35 osób. Wykonywali o­ni różne czynności niezbędne do funkcjonowania obozu. Zachowały się obszerne relacje więźniów zapisane w formie pamiętników, do nich należy opracowanie doktora Oskara Stuhra i pamiętnik więźnia ks. Adama Kozłowieckiego. Zachowały się listy z obozu i do obozu, zeznania składane po wojnie przez mieszkańców Wiśnicza oraz odnalezionych więźniów. Z tych wszystkich źródeł, w miarę precyzyjnie udało się odtworzyć życie wewnątrz obozu i najważniejsze wydarzenia, które miały w nim miejsce.
 Faktem jest, że cmentarz więzienny przed wojną liczył tylko kilka grobów więźniów, których ciał nie odebrały rodziny. Po wojnie pozostało na nim 885 mogił zamęczonych więźniów. Świadczy o­n o niezwykłej eksterminacji, jakiej poddano osadzonych w obozie. Składały się na nią nieludzkie warunki życia, do których zaliczyć należy głód, brak podstawowych wymogów sanitarnych, zimno, wyczerpującą pracę oraz wyniszczanie więźniów poprzez bicie i egzekucje.
 Kilka faktów: Bałabuszyński Jan, lat 48, był świadkiem, przebywając w obozie od 2 lutego 1940 roku do 20 czerwca 1940 roku, kiedy pobito księdza Antoniego Neklińskiego za znalezienie krzyża, którym zadano mu ciętą ranę głowy. Oskar Stuhr i ks. Adam Kozłowiecki podają fakt zastrzelenia sędziego Andrzeja Krupy Starzyckiego za spóźnienie się z wejściem do celi po ogłoszeniu alarmu. Relacje świadków podają również fakty celowego i planowego działania volksdeutchów i pracowników obozu w kierunku zniszczenia polskiej inteligencji, duchownych, profesorów, prawników i polityków przywiezionych do więzienia z Krakowa. Punktem kulminacyjnym tych działań była tzw. Noc Walpurgii, którą urządzono na szczycie wzgórza, bezpośrednio przed wejściem do kościoła. Noc Walpurgii wymagała rozpalania wielkich ognisk, zwłaszcza na wierzchołkach wzniesień, by odstraszać złe duchy. Takie obrządki miały miejsce w wielu miejscach Europy, także na Śląsku. Ułożono więc wielki stos z paramentów kościelnych, na słupie powieszono kukłę ubraną w szaty liturgiczne i po odpowiednim udokumentowaniu fotograficznym, nocą stos podpalono.

Opis wydarzenia w obozie koncentracyjnym w Wiśniczu

 W niedzielę 4 czerwca 1940 roku wyznaczonych przez Sojkę więźniów umieszczono w innej celi. Na rękę założono im czarną opaskę. Nie otrzymali już zupy lecz tylko wodę.
 W poniedziałek 5 czerwca 1940 roku, o godzinie czwartej nad ranem, z więziennej celi prowizorycznego obozu koncentracyjnego w Wiśniczu-Leksandrowej wyprowadzono pierwszych pięciu więźniów, potem następnych pięciu. Odgłosy otwieranej bramy zwróciły uwagę więźniarki przebywającej w jednej z cel tzw. części austriackiej więzienia, w celi numer 92, stanowiącej izbę szpitalną. Wspięła się na palcach, by zobaczyć, co się dzieje. Więźniów wypuszczał Michał Sojka, skrępowano im ręce do tyłu, używając do tego sznura i drutu kolczastego. Wśród oprawców obecni byli, uzbrojeni w karabiny i pistolety: Maschner, Mader i Rzepka, była mocna obstawa. Pierwszych pięciu więźniów w otoczeniu oprawców przeszło koło ogrodu szpitalnego, trupiarni i szopy.
 Grupę prowadził uzbrojony w karabin kwatermistrz obozu Lauterbach. Wyszli na zewnątrz murów boczną furtką nazywaną czasem czarną bramą, bo prowadziła w kierunku więziennego cmentarza. Obserwująca to zdarzenie więźniarka widziała, że poszli w kierunku, na przedłużeniu którego ponad więziennymi murami widać było pierwsze wierzchołki brzozowych drzew. Jak udało się ustalić, Maschner pobił jeszcze przed egzekucją ks. Machaya, który wraz z czterema skazanymi więźniami, na bezsensowną propozycję ucieczki znad wykopanej mogiły odpowiedział modlitwą, do której uklękli nad wykopanym dołem. Po pewnym czasie ciszę poranka rozdarły odgłosy pojedynczych strzałów. Część volksdeutschów wróciła po następną grupę. W niedługim czasie pod eskortą wyprowadzono kolejne pięć osób. Wśród nich więźniarka rozpoznała Libana, którego osobiście wyprowadzili volksdeutsche Józef Mader i Jan Rzepka. Znów było wiązanie i krepowanie rąk w tyle. Tym razem strzały karabinowe wyznaczyły kres życia więźniów. Volsdutsche i Niemcy wrócili po około godzinie do wnętrza obozu, niosąc ze sobą łopaty, które poprzedniego dnia skradziono więźniom pracującym na podwórzu. W dniu egzekucji nie wypuszczono innych więźniów z cel do pracy, nie wydano im też posiłku. Oprawcy świętowali. Śpiew i odgłosy zabawy świadczyły, że rozpoczęła się o­na około godziny 10-tej, a zakończyła w późnych godzinach popołudniowych. Do towarzystwa przywieziono kobiety. Pijany komendant obozu Asmus wszedł do krypt podziemnych, otwarto najcenniejsze sarkofagi, w czym uczestniczył Michał Sojka i chciwy na kosztowności Maschner. Komendant obozu, bardzo niechętny duchowieństwu, po zwolnieniu z funkcji swojego poprzednika Dolpa, polecił zdemolować i zniszczyć wnętrze kościoła pod wezwaniem Chrystusa Salwatora. Okrutne dzieło rozpoczęto 6 czerwca 1940 roku. Przymuszono do tej pracy księży i prawników, inteligencję krakowską, aby pokazać, że nie ma już Boga, nie ma już prawa, nie ma wartości, o które warto walczyć. Maschner, Mader, Sojka i Rzepka zdewastowali i ponownie ograbili grobowce Lubomirskich, szukając przedmiotów ze złota. „Konkurencja pomiędzy volksdeutschami w zdobywaniu kosztowności” trwała od września 1939 roku. Przecież już 31 grudnia 1939 roku Sojka wyjął z tabernakulum kościoła monstrancję i w obecności Dołpa oglądał ją, prowokacyjnie pytając: czy to jest coś warte? Niszczenia dokonano w bezwzględny sposób, rozbijając figury, zrywając i rzucając do błota i na śmietnik obrazy, profanując przedmioty kultu religijnego. Akcją kierował Michał Sojka, który drewnianymi rzeźbami długo jeszcze palił w swym domowym piecu w Leksandrowej. Zniszczono obrazy, figury, sprzęt liturgiczny, częściowo spalono pod kotłami w elektrowni, część wyniesiono na zewnątrz, zaś na wysokim słupie powieszono obraz Matki Boskiej, a dużą kukłę wykonaną ze słomy ubrano w szaty liturgiczne, wciśnięto jej w słomianą rękę kropidło i na zakończenie pracy wykonano wspólną fotografię. Zdjęcie udało się odnaleźć. Ten stos trumien, posągów, figur stał na placu kilka dni, widzieli go więźniowie i wiśniczanie. Nocą według przypomnianego rytuału Walkpurgii stos zapalono. Ogień został zaprószony i przeniesiony do wnętrza kościoła. W wyniku nadmiernego żaru popękały sklepienia budowli, podjęto więc decyzję o jej rozbiórce do wysokości zabudowy więzienia. Obawiano się, że Hans Frank może się o tym dowiedzieć; obawiano się, że może zechce zobaczyć zamek, a wtedy ten znawca sztuki mógłby im tego nie wybaczyć.

Ofiary

 Machay Ferdynand, ksiądz ze zgromadzenia księży Filipinów z Tarnowa, wzrost około 175 cm, na ubraniu więziennym naszyty czerwony trójkąt z odciskiem kciuka, aresztowany za to, że podczas zastępowania kapelana szpitala w Tarnowie, w czasie spowiedzi pocieszał, twierdząc, że Polska z powrotem będzie kiedyś wolna. Przywieziony do Wiśnicza 20 maja 1940 roku, obok jego nazwiska postawiono krzyżyk, co oznaczało, że z obozu żywy wyjść nie może.
 Bobilewicz Władysław, doktor prawa, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, przywieziony do Wiśnicza 15 marca 1940, prowadził w Krakowie rozprawę główną przeciwko Niemcowi Gustawowi Beckmannowi o obrazę narodu polskiego, który w Krakowie w dniu 21 maja 1938 r. w sprzeczce ze Zbigniewem Janickim wyrażał się obraźliwie o Polakach i polskiej mowie. Beckmann wyrokiem Sądu Okręgowego w Krakowie z dnia 3 września 1938 r. został skazany na rok więzienia, a Sąd Apelacyjny po odwołaniu się od zasądzonego wyroku I instancji wyrok zatwierdził i na zasadzie tego postanowienia oskarżony znalazł się w więzieniu. Po wkroczeniu Niemców do Krakowa, Beckmann natychmiast podjął współpracę z krakowskim gestapo, powodując najpierw aresztowanie sędziego Bobilewicza i prokuratora Bieńkowskiego, a w późniejszym okresie uczestników rozprawy apelacyjnej: sędziego doktora Konrada Frąckiewicza, którego zabił, zrzucając ze schodów w więzieniu przy ul. Montelupich, adwokata doktora Józefa Woźniakowskiego i prokuratora doktora Adama Stawarskiego, zamordowanych w obozie koncentracyjnym Oświęcim-Brzezinka. Sędzia Bobilewicz nie był wybrany w dziesiątkowaniu, które odbyło się we wspomnianą niedzielę 4 czerwca, ale Sojka tak pokierował sprawą, że trafił do grupy wybranych na egzekucję, mówiąc, że taki jest rozkaz władz wyższych. Potwierdza to fakt postawienia krzyżyka przy jego nazwisku, przed przywiezieniem do Wiśnicza.
 Bieńkowski Andrzej, mgr wiceprezes i wiceprokurator Sądu Okręgowego w Krakowie, przywieziony do Wiśnicza 15 marca 1940 roku, oskarżał w sprawie Beckmanna opisanej wyżej, przy jego nazwisku postawiony był krzyżyk, co oznaczało, że powinien zginąć.
 Kania Józef z Katowic, przewodniczący Związku Powstańców Śląskich, przeznaczony na śmierć za swoją działalność patriotyczną wśród ślązaków.
 Pistula Jan z Katowic, przeznaczony na śmierć za czynny udział w powstaniach śląskich.
 Pistula Ryszard z Katowic, brat Jana, również przeznaczony na śmierć za bohaterstwo w czasie bitwy o Górę Świętej Anny i czynny udział w powstaniach śląskich.
 Liban Jerzy, porucznik Wojska Polskiego, na listach proskrypcyjnych oznaczony krzyżykiem, co równoznaczne było z wyrokiem śmierci za bohaterską postawę w czasie września 1939 roku. 
 Krenzler Ignacy Józef, dziennikarz z Czechosłowacji, aresztowany za publikowanie artykułów przeciwko hitlerowskiemu reżimowi i samemu Hitlerowi. Przy jego nazwisku również postawiono krzyżyk.
 Unger Franz – Izaak, kupiec z Nowego Sącza i Wachs Bernard z Krakowa, Żydzi.

W cieniu Salwatora

 Ksiądz Ferdynand Machay młodszy, wchodząc przez wejściową bramę więzienia 20 maja, zobaczył jeszcze wspaniały kościół, na szczycie którego stała figura Chrystusa Salwatora, Chrystusa Wybawcy, a wyprowadzony został na rozstrzelanie bramą boczną. Po zakończeniu wojny i ekshumacji 2 kwietnia 1946 roku spoczął na cmentarzu Salwatorskim w Krakowie.
 Powstaje pytanie: dlaczego zginął? Nie został rozstrzelany w egzekucji prewencyjnej; nie został rozstrzelany, by odstraszyć innych przed ucieczką. Przywieziony został po drugiej sfingowanej ucieczce po to, by można było wykonać na nim egzekucję. O jej dokonaniu nie poinformowano więźniów, nie odczytano skazanym wyroku, gdyż go nie było, teczki osobowe opróżniono z dokumentów, pozostawiając tylko okładki z rysopisem. Ubrania i rzeczy osobiste rozkradziono, aby więźniowie nie zorientowali się, że brakuje aresztowanych. Bobilewicz i Bieńkowski zginęli za sprawę Beckmana, Józef Kania, Krenzler, bracia Pistulowie, Jerzy Liban za patriotyzm, a Ferdynand? Ten młody 26-letni kapłan zginął za wyjątkowe świadectwo niezłomności wiary, które złożył w Krakowie w więzieniu przy ul. Montelupich, a także w ciągu 14 dni pobytu w wiśnickim więzieniu.
 Jabłonce i całej Orawie gratuluję tak wielkiego Rodaka.
   
        Stanisław Gaworczyk

 Autor jest członkiem Komisji Historycznej Procesu Beatyfikacyjnego ks. Ferdynanda Machaya. Historyk, uczestnik wojny 1914-18, działacz społeczny, od 1999 burmistrz Nowego Wiśnicza, ma pod opieką wiśnicki zamek. 

(107 Odsłon) Dodany przez: Admin włączone Niedziela, Czerwiec 20, 2010 - 10:26 Wyślij artykuł do znajomych Strona gotowa do druku

Dlaczego zginął ks. Machay | Loguj/Utwórz konto | 0 Komentarze
Próg
Komentarze są własnością ich twórców. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.

This web site was made with PostNuke, a web portal system written in PHP.